Dobry portret - Artykuły

Czy trzeba umieć pozować do sesji wizerunkowej?
Są zdania, które słyszę przed sesją tak często, że właściwie mogłabym je wpisać do stałego repertuaru rozmowy otwierającej, i jedno z nich wraca z uporem godnym lepszej sprawy: „Ale ja nie umiem pozować”. Czasem pada półżartem, czasem z lekkim zawstydzeniem, czasem niemal szeptem, jakby chodziło o przyznanie się do jakiegoś braku, który zaraz uniemożliwi zrobienie dobrych zdjęć, a przecież w ogromnej większości przypadków nie chodzi w nim wcale o samo pozowanie. Znacznie częściej chodzi o coś dużo bardziej ludzkiego i dużo bardziej kruchego: o stres, o brak kontroli, o obawę przed oceną, o to nieprzyjemne napięcie, które pojawia się wtedy, gdy człowiek nagle ma stać się widoczny nie przypadkiem, lecz świadomie.
To zresztą jeden z najbardziej uporczywych mitów wokół sesji wizerunkowej — przekonanie, że dobre zdjęcia wychodzą tym, którzy mają naturalny talent do stania przed obiektywem, wiedzą, co zrobić z rękami, jak ustawić brodę, kiedy się uśmiechnąć i jak patrzeć, żeby wyglądać swobodnie. Tymczasem większość ludzi, których fotografuję, nie przychodzi na sesję z bagażem modelingu, tylko z kalendarzem pełnym spotkań, głową wciąż częściowo zanurzoną w obowiązkach i bardzo zwyczajnym pytaniem, czy na zdjęciach da się wyglądać dobrze, jeśli nie jest się kimś, kto „lubi aparat”.
Da się. I to częściej, niż myślisz.
Pozowanie nie jest egzaminem z wdzięku
Najwięcej szkody robi to słowo właśnie dlatego, że uruchamia w głowie zły film. „Pozować” brzmi dla wielu osób jak coś sztucznego, sztywnego, wyuczonego, jakby sesja była castingiem do roli człowieka pewnego siebie, a nie spotkaniem, w którym trzeba po prostu stworzyć warunki do dobrego portretu. Nic dziwnego, że tak wiele osób reaguje na nie oporem, bo nikt nie chce wyglądać na zdjęciu jak kiepsko ustawiona wersja samego siebie, w dodatku wyraźnie świadoma, że właśnie „stara się dobrze wypaść”.
W fotografii wizerunkowej nie chodzi jednak o odgrywanie roli ani o udawanie kogoś bardziej fotogenicznego, bardziej swobodnego czy bardziej eleganckiego, niż jesteś naprawdę. Chodzi raczej o znalezienie takiej formy obecności, w której człowiek wygląda wiarygodnie, spokojnie i adekwatnie do tego, co chce pokazać światu. To ogromna różnica, bo kiedy przestajesz myśleć o sesji jak o sprawdzianie z pozowania, a zaczynasz widzieć ją jako współpracę, napięcie bardzo często osiada samo, jak kurz po zamknięciu okna.
Dobre zdjęcie wizerunkowe nie powstaje dlatego, że ktoś umie „zrobić minę”. Powstaje dlatego, że fotograf potrafi poprowadzić człowieka tak, by zniknęło wszystko to, co zbędne — spięcie, nadkontrola, przypadkowy grymas, niepotrzebny pośpiech — i zostało to, co naprawdę niesie obraz: twarz, spojrzenie, rytm ciała, energia.
To, czego ludzie się boją, rzadko dotyczy samych zdjęć
Kiedy ktoś mówi: „nie umiem pozować”, bardzo często wcale nie opowiada o pozie. Opowiada o tym, że nie lubi siebie na zdjęciach. O tym, że ma w pamięci złe doświadczenia z przypadkowych kadrów zrobionych telefonem, zbyt wysokiego kąta, dziwnej miny zatrzymanej w pół ruchu albo tego jednego zdjęcia z rodzinnej uroczystości, po którym uznał, że aparat go nie lubi. Opowiada też o lęku przed własną twarzą zatrzymaną bez możliwości poprawienia wszystkiego w locie, bez wpływu na to, co zobaczą inni.
To jest bardzo ludzki lęk, a nie dowód na brak fotogeniczności.
Problem polega na tym, że wiele osób buduje swoje przekonanie o sobie na podstawie zdjęć przypadkowych, zrobionych byle jak, w złym świetle, bez intencji, bez prowadzenia i bez świadomości tego, jak bardzo obraz zależy od warunków. To trochę tak, jakby oceniać własny głos na podstawie jednego nagrania z zatłoczonej ulicy, robionego przez zacinający się mikrofon, a potem dojść do wniosku, że nie nadajesz się do mówienia. Przypadkowy obraz naprawdę nie jest uczciwą miarą tego, jak wyglądasz.
Sesja wizerunkowa ma zupełnie inną naturę. Tu nic nie jest zostawione przypadkowi. Światło nie dzieje się samo. Kąt nie dzieje się sam. Tło nie dzieje się samo. Tempo również nie powinno być przypadkowe. I właśnie dlatego tak często osoby, które na początku są przekonane, że „z nimi będzie trudno”, po chwili zaczynają widzieć, że problem od początku nie leżał w nich, tylko w warunkach, w jakich do tej pory były fotografowane.
Dobra sesja to współpraca, nie pokaz sprawności
To jest chyba najważniejsze zdanie, jakie warto naprawdę przyjąć przed wejściem na plan: sesja wizerunkowa nie jest pokazem Twojej sprawności przed obiektywem. Nie musisz wiedzieć, jak stanąć, co zrobić z rękami, kiedy odwrócić głowę i jak ułożyć usta, żeby „wyjść dobrze”. Od tego jest fotograf. A przynajmniej od tego powinien być.
Zadaniem dobrego fotografa nie jest tylko naciskanie migawki. Jego zadaniem jest także prowadzenie człowieka przez cały proces, wyłapywanie momentów napięcia, porządkowanie ruchu, budowanie atmosfery bezpieczeństwa, pilnowanie światła i tempa, a czasem również tego, byś na chwilę przestała albo przestał poprawiać siebie zbyt gorliwie. Najgorsze zdjęcia bardzo często powstają nie wtedy, gdy ktoś „nie umie pozować”, tylko wtedy, gdy usiłuje kontrolować każdy milimetr twarzy z taką intensywnością, jakby od ustawienia brody zależała przyszłość świata.
To zwykle widać. W spojrzeniu. W napiętych ustach. W barkach, które przestają oddychać. W dłoniach, które nagle nie wiedzą, po co istnieją.
A przecież dobry portret nie potrzebuje nadmiaru kontroli. Potrzebuje obecności.
Fotogeniczność nie jest cechą wrodzoną
To słowo również zrobiło wokół siebie sporo zamieszania, bo przez lata obrastało aurą czegoś, co jedni mają, a inni najwyraźniej zostali tego pozbawieni przy rozdawaniu. Tymczasem tak zwana fotogeniczność bardzo często nie jest żadnym magicznym darem, tylko sumą dobrze ustawionych warunków: odpowiedniego światła, właściwego kąta, spokojnego prowadzenia, trafnego momentu i tego bardzo cennego stanu, w którym człowiek czuje się wystarczająco bezpiecznie, by przestać grać i zacząć po prostu być.
To dlatego niektóre osoby „nagle dobrze wychodzą” dopiero u konkretnego fotografa. Nie dlatego, że ich twarz zmienia strukturę, tylko dlatego, że ktoś wreszcie umie ją zobaczyć. Umie ją poprowadzić. Umie wydobyć z niej to, co wcześniej ginęło pod napięciem, pośpiechem albo złym światłem.
Nie wierzę w ludzi niefotogenicznych. Wierzę raczej w źle poprowadzone sesje, w przypadkowe warunki i w zbyt wiele doświadczeń, które nauczyły ludzi nieufności wobec własnego obrazu. To da się odwrócić, choć czasem trzeba zacząć od rozbrojenia bardzo prostego, ale uporczywego przekonania, że skoro nie umiesz pozować, to pewnie nie wyjdziesz dobrze.
Co naprawdę pomaga przed sesją
Najbardziej pomaga zmiana oczekiwań. Nie przychodzisz na sesję po to, żeby wykonać serię idealnych póz jak ktoś, kto przez pół życia trenował przed lustrem ustawienie brody pod kątem trzydziestu dwóch stopni. Przychodzisz po to, żeby wspólnie z fotografem zbudować obraz, który będzie prawdziwy, korzystny i spójny z tym, co chcesz komunikować.
Pomaga też wiedza, że nie musisz „przygotować twarzy” do zdjęć. Dużo sensowniej przygotować głowę i ciało. Wyspać się. Dać sobie odrobinę więcej czasu przed sesją. Nie wpadać na nią jak na ostatni pociąg. Nie planować miliona rzeczy bezpośrednio przed. Przyjść w ubraniach, które nie są przebraniem. Pamiętać, do czego te zdjęcia mają później służyć. To są rzeczy dużo ważniejsze niż zapamiętanie, po której stronie twarzy masz „lepszy profil”.
Najspokojniej wychodzą zwykle ci, którzy przychodzą nie z ambicją, żeby wyglądać perfekcyjnie, tylko z gotowością, żeby wejść w proces. Perfekcja jest zresztą jedną z najmniej fotogenicznych jakości, jakie znam. Na zdjęciu dużo lepiej działa prawda, spójność i ten rodzaj naturalnej dyscypliny, który nie zamienia człowieka w figurę, tylko pozwala mu zostać sobą, tylko w lepiej ustawionym świetle.
Czy warto powiedzieć fotografowi, że się stresujesz?
Tak, zdecydowanie. I mówię to bez cienia kurtuazji, bo to naprawdę zmienia przebieg sesji. Fotograf, który wie, że stresujesz się aparatem, nie będzie czytał tego napięcia jak braku współpracy, tylko jak informację o tym, jak Cię prowadzić. Dla dobrego fotografa to nie jest problem, tylko punkt wyjścia.
Nie ma nic bardziej męczącego niż udawanie swobody, kiedy człowiek wcale jej nie czuje. Dużo prościej jest powiedzieć od razu: „stresuję się”, „nie wiem, co zrobić z rękami”, „nie lubię siebie na zdjęciach”, „nie czuję się naturalnie”. To nie ujmuje profesjonalizmu. To wprowadza uczciwość, a uczciwość w fotografii działa zaskakująco dobrze.
Bardzo często już samo wypowiedzenie tego na głos rozluźnia atmosferę bardziej niż wszystkie rady o „byciu sobą”, które w stresie brzmią dla wielu osób jak wyjątkowo niepraktyczna instrukcja.
Nie musisz umieć pozować, żeby dobrze wyjść na zdjęciach
To zdanie warto zostawić sobie na koniec, nie jako pocieszenie, tylko jako prosty fakt. Nie musisz umieć pozować, żeby dobrze wyjść na zdjęciach. Naprawdę. Musisz natomiast trafić na fotografa, który potrafi pracować z człowiekiem, a nie tylko z aparatem. Takiego, który umie prowadzić, widzi więcej niż jeden układ twarzy, rozumie napięcie i nie oczekuje od klienta, że przyjdzie na sesję już gotowy, jakby całe zadanie było po jego stronie.
Dobra sesja wizerunkowa nie polega na tym, że nagle stajesz się kimś bardziej fotogenicznym niż zwykle. Polega na tym, że wreszcie ktoś potrafi stworzyć warunki, w których wyglądasz wiarygodnie, spokojnie i tak, jak naprawdę chcesz być odbierana lub odbierany.
A to jest zupełnie co innego niż „umieć pozować”.

◼︎
Jeśli myślisz o sesji wizerunkowej, ale powstrzymuje Cię przekonanie, że nie umiesz pozować albo źle wychodzisz na zdjęciach, napisz do mnie. Pomogę Ci przejść przez ten proces spokojnie, bez sztuczności i bez udawania kogoś, kim nie jesteś.

Inni przeglądali